Meritum


    Dziewiąta kadencja samorządowa dobiega końca. Już 14 marca br. na Okręgowym Zjeździe Lekarzy i Lekarzy Dentystów wybierzemy nowe organy naszej izby: rzeczników Odpowiedzialności Zawodowej, sędziów Sądu Lekarskiego, Okręgową Radę Lekarską, Okręgową Komisję Rewizyjną i prezesa lub Panią prezes.

    Odchodząca kadencja obfitowała w wydarzenia; była pełna wyzwań i zadań ale także wielu zagrożeń. Nie wszystkiemu udało się zapobiec.
    Kluczowy będzie ogólnopolski majowy Krajowy Zjazd Lekarzy.
    Szczegółowe podsumowanie, statystyki i liczby znajdą Państwo w sprawozdaniu kadencyjnym.
    Delegatów na nasz Zjazd Okręgowy – zwłaszcza nowych – proszę o dobre wybory, aby nasz wspólny samorząd mógł się dalej rozwijać w działaniu na rzecz nas lekarzy i lekarzy dentystów, jego niezależność i apolityczność pozostały niezagrożone, a elementarna sprawiedliwość i demokracja nienaruszalne. Nie kierujmy się stereotypami, a dobrem wspólnym. Pesele niech nie będą wyznacznikiem wartości.
    Dziękuję wszystkim moim funkcyjnym Koleżankom i Kolegom za ich wsparcie, mądrość i obecność. Myślę, że o takiej Okręgowej Radzie Lekarskiej wielu prezesów może tylko pomarzyć. Życzę tego samego nowemu prezesowi.
    Dziękuję wszystkim pracownikom i współpracownikom za codzienną mrówczą pracę i należyte wykonywanie zadań i obowiązków. Budowanie zespołu to proces ciągły, który musi podążać za zmieniającymi się potrzebami i wyzwaniami.
    Biuro izby i obsługa administracyjna pełni tu kluczową rolę. Dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w prace komisji, zespołów i wszelkie wydarzenia samorządowe.
    Ale przede wszystkim dziękuję Państwu za uprzejmość, zrozumienie i elitarną lekarską kulturę.
    I oczywiście za to, że obdarzyliście mnie zaufaniem przez te mijające osiem lat urzędowania.
    Do zobaczenia na Zjeździe!



    Oddajemy w państwa ręce nr 2/2026 Meritum, który jest jednocześnie pierwszym wydaniem papierowym w tym roku. Mam nadzieję, że zmiany szaty graficznej naszego pisma przypadły naszym czytelnikom do gustu. Proszę się przygotować, że to może nie być nasze ostatnie słowo i zgodnie z tytułem mojego wstępniaka z poprzedniego numeru będą zmiany, zmiany...
    Składając poprzedni numer Meritum „klęski urodzaju”, jeśli chodzi o materiały pisane, nie było. Jednakże pomimo czasu ferii zimowych, podczas których ten numer powstawał, materiału do numeru był ci u nas dostatek. Wręcz trzeba było się bardzo dobrze zastanowić, co wybrać do druku. Niestety wszystkich tekstów nie mogliśmy wydrukować w tym numerze, gdyż byłby zbyt rozbudowany, co wiąże się też z kosztami.
    Ale spokojnie, jak nie w tym, to w następnych numerach wszystkie przesłane teksty będą zaprezentowane, bo są tego warte. Dlatego zachęcam Koleżanki i Kolegów do przesyłania tekstów, relacji, wspomnień, felietonów dotyczących naszego lekarskiego życia zawodowego, ale także prywatnego (hobby, podróże).
     W obecnym numerze dowiemy się o standardach lekarskiej teleporady, czyli kolokwialnie mówiąc o czym trzeba pamiętać, czego przestrzegać, aby „nie wtopić” pod względem medycznym i prawnym.
     Znajdziemy wywiad z dr n. med. Jerzym Jakubiakiem, który opowiada o historii jak powstawało oraz o osiągnięciach Regionalnego Centrum Stomatologii WSZ w Toruniu.
     Dowiemy się wreszcie, że KPOIL nie tylko „łupi” lekarzy z pieniędzy, ale też je im, o dziwo, rozdaje?! Będą relacje, ciekawe wspomnienia i jak zwykle ważne informacje dotyczące działalności naszej izby.
     Zgodnie już z powziętymi wcześniej postanowieniami, można będzie przeczytać najważniejsze teksty z pierwszego numeru Meritum wraz ze spisem treści, a konkretnie szczegółowe podsumowanie wyborów i czy lekarz może być influencerem. Robimy to, aby osoby preferujące formę papierową naszego pisma lub nie korzystające z poczty elektronicznej mogły się z nimi zapoznać i być może sięgnąć do wydania elektronicznego.
     Przypominam, że wszystkie numery Meritum dostępne są na stronie www naszej izby.
     Apeluję ponownie o dostarczenie do sekretariatu Izby aktualnych adresów mailowych w celu lepszego przepływu informacji oraz umożliwienia wysyłania Meritum w formie pdf.
     Następny numer biuletynu ukaże się już po wyborach Prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej i pozostałych organów. Wszystkim kandydatom życzę podczas wyborów powodzenia!
    Jestem pewny, że jako izba lekarska, jak zawsze unikniemy nieuczciwej walki wyborczej i zwycięży demokracja dla dobra naszego środowiska.


    W dniach 21–22 listopada 2025 r. w Hotelu Rad w Grudziądzu odbyła się XXI Konferencja Anestezjologiczna, gromadząc na sali wykładowej około 130 osób. Organizatorem tego wydarzenia był lek. Piotr Kowalski Koordynator Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu. Współorganizatorami byli: Kujawsko-Pomorska Okręgowa Izba Lekarska w Toruniu oraz Oddział Kujawsko-Pomorski Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii.
    Podobnie jak w latach ubiegłych uczestnicy wysłuchali szeregu wykładów poświęconych najważniejszym tematom dla środowiska, mogli również podziwiać wystawy sprzętu medycznego.
    Tegoroczna konferencja obejmowała następujące zagadnienia: Nowości w leczeniu i ocenie przedoperacyjnej dorosłych pacjentów przed planową operacją pozasercową – AD 2025, leczenie żywieniowe na OAiIT, anestezja położnicza, hipotensja śródoperacyjna, regionalna antybiotykoterapia zakażeń wywołanych szczepami.
   Obecni na sali mieli możliwość wymiany doświadczeń, ponieważ każdy dzień wykładowy zakończony był dyskusją oraz możliwością zadawania pytań. Pierwszy dzień konferencji zwieńczony był uroczystą kolacją.
    Szczęśliwie, kolejny raz mogliśmy współtworzyć konferencję.
    Dziękujemy wszystkim za udział zarówno wykładowcom jak i słuchaczom oraz do zobaczenia w przyszłym 2026 roku.






    Dnia 9 grudnia 2025 r. w malowniczej scenerii toruńskiej restauracji Pałac Widokowy odbyło się tradycyjne Spotkanie Wigilijne Lekarzy Seniorów Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej. Wydarzenie to, będące co roku okazją do integracji środowiska i wymiany wspomnień, w tym roku miało wymiar szczególny i niezwykle doniosły.
     Głównym punktem uroczystości było wręczenie Brylantowych Laurów Medycznych. To wyjątkowe odznaczenie trafia w ręce lekarzy i lekarzy dentystów, którzy legitymują się 50-letnim stażem nieprzerwanej pracy zawodowej, licząc od momentu uzyskania dyplomu. Pół wieku niegasnącej pasji, codziennej opieki nad pacjentami i wierności lekarskiemu powołaniu to świadectwo niezwykłego charakteru oraz etosu, który stanowi fundament naszej społeczności.

     Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej, gratulując wyróżnionym, podkreślił, że to właśnie Seniorzy są strażnikami najlepszych tradycji lekarsko-dentystycznych. Pięć dekad nieprzerwanej pracy to nie tylko imponująca statystyka, ale przede wszystkim tysiące wyleczonych pacjentów i ogrom przekazanej wiedzy, która przekazywana jest następnym pokoleniom.
     Wspólna wieczerza przy wigilijnym stole, z panoramą Torunia w tle, dopełniła ten wieczór pełen wzruszeń i zasłużonych podziękowań.
     Drodzy Laureaci, Państwa 50-letnia droga zawodowa jest dla nas wszystkich najpiękniejszą lekcją pokory i oddania drugiemu człowiekowi.



     Co najmniej kilka powodów skłania do krytycznego spojrzenia na listopadową premierę Jana Klaty w Teatrze Narodowym. Pierwszym jest niezauważone 260-lecie sceny powołanej przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Drugim, temat rozliczeń upadku Rzeczpospolitej z mityczną wiarą w tle, że wygrana była na wyciągniecie ręki, ale zdrada pokonała patriotów. Trzecim przyczynkiem niechaj będzie refleksja na przyszłość z finałowym zaśpiewem bitwy pod Lipskiem: que sera, sera – co ma być, to będzie...
    Siedzieliśmy w hotelowej restauracji, gdy raz po raz obrywałem od samorządowych przyjaciół, że piszę coraz bardziej zawile, a co za tym idzie odczytywanie podtekstów staje się trudne i w pewnym sensie elitarne. Sęk w tym, że nie zawsze trzeba szukać drugiego dna, a forma recenzji zachęcającej lub zniechęcającej do obejrzenia spektaklu, jest w wypadku autorskich felietonów bardziej złożona. Sztuka stanowi w nich tylko pretekst do rozważań ogólnych – niekoniecznie złośliwych i nie zawsze izbowych. Przecież 99% PT Czytelników nie będzie budowało publiczności omawianych dramatów. Relacja ma zatem oddać jedynie atmosferę wydarzenia i użyć słów tam wypowiedzianych, jak klucza otwierającego poboczne wątki. Klucza, a może wręcz wytrycha literackiego, aby uchwycić fragment dzieła zapamiętanego ze szkoły i odnieść go do szarej codzienności. Wszak wszytko już było, a mimo to, wciąż dziwimy się refrenom wojen, rewolucji, powstań, mobbingu, terroryzmu i szantażu emocjonalnego.
    Od czasu do czasu siedzimy na widowni i nie potrafimy odnaleźć sensu kolejnych epizodów. Teatr, poza produkcjami fars i baśniowych wędrówek, lubi szarady, zmuszające do myślenia. Nie każdy jest fanem takiej formy odpoczynku, gdy trzeba wykrzesać z siebie intelektualny wysiłek. Bywa, że reżyser naciąga struny interpretacji do granic wytrzymałości psychicznej, poza którymi pozostaje już tylko stwierdzenie, że to jest sztuka nie dla mnie, wyrażone na trzy sposoby: nerwowym śmiechem lub krzykiem oburzenia z wiązką wulgaryzmów lub potulnym kłamstwem w stojącej owacji owczego pędu. Po nielinearnych premierach, recenzenci często rozpływają się w zachwytach, wpisując w relacje didaskalia z uniwersyteckich wykładów i podręczników, a kupujący bilety rozdzielają się na dwie spolaryzowane frakcje: TAK i NIE.
    TAK. Jan Klata objął dyrekcję w Teatrze Narodowym 260 lat od premiery Natrętów Józefa Bielawskiego, czyli komedii z rozkazu Najjaśniejszego Stanisława Augusta Króla Polskiego napisanej. TAK. Termopile polskie Tadeusza Micińskiego mają rozmach scenografii zaoranego pola, ciekawe pomysły krawieckie i doborowy skład aktorski z dozą groteskowej pompatyczności. Nie był to jednak akt strzelisty, co krytycy próbują za wszelką cenę ukryć. Nie rozumiem tej obrony i wierzę, że kolejne realizacje Jana Klaty, bez presji inicjacji, okażą się dziełami na miarę sceny i reżysera, którego pracę od wielu lat oglądam i cenię.
    Termopile polskie, podobnie jak wiele współczesnych inscenizacji, mają nam opowiedzieć o nas samych poprzez przeszłość. Znacie? Znamy. To posłuchajcie, jaką samorządową kalkę można założyć, aby wychodząc z Teatru Narodowego, zmienić temat i znów mówić o problemach bliższych ciału. Nielinearne wydarzenia z życia wzięte recenzuje się przecież z większą ochotą, a polaryzacja dyskusji stawia rozmówców w narożnikach, którym sekundujemy na TAK i na NIE.
    TAK. Dziewiąta kadencja dobiega końca i przychodzi czas na podsumowanie premierowego sezonu zmiany, czyli porzucenia natrętów dopominających się o zachowanie starych zasad. TAK. Zaorane pole to nowa scenografia, w której się poruszamy. Słynne z prasowych ośmieszeń dawne logo NIL wylądowało na śmietniku historii i tylko ze sztandaru jeszcze nikt nie odważył się go wypruć. Sezon dziewiąty nie był okresem ideowo strzelistym, a raczej hałaśliwym refrenem dokumentów na bis, skupionym w dużej mierze na wewnętrznych napięciach, oskarżeniach, donosach, pomówieniach oraz zarzucaniu sieci w sieci. W tym wszystkim nie mogę się pogodzić z ciągłymi podchodami i woltą przyjaciół. Nie lubię szarady: kto z kim i na kogo. Wolę proste rozwiązania i prawdziwe zaangażowanie w pracę, a nie piarowy bełkot i spuszczone oczy.
    Lekarska Bitwa pod Termopilami dopiero się odbędzie. Sparta i Persja szykują majowy bój ostatni. Siły są nierówne i nikt nie wie kim są Spartanie, a kim Persowie. Na zaoranym polu okaleczeni zaśpiewają: que sera, sera, a zwycięscy zawahają się nad nitką z proporca przeszłości. Wszak wszystko już było, a ja tylko zapisuję sekwencje refrenów i zwrotek.


    Ciągły rozwój technologii informatycznych dotyka także sfery kontaktu między lekarzem i pacjentem. Zwiększenie możliwości technicznych powoduje, że poza tradycyjną poradą lekarską udzielaną w gabinecie, możliwe jest także zrealizowanie świadczenia zdrowotnego w formie teleporady. Czas niedawnej pandemii COVID-19 sprawił, że teleporada stała się coraz częściej wykorzystywaną formą pomocy medycznej.

    Tłumacząc pojęcie telemedycyny, najczęściej można spotkać się z definicją zaproponowaną przez WHO. Mówi ona o dostarczaniu usług opieki zdrowotnej, w przypadku której istotnym czynnikiem jest odległość. Usługi te świadczone są przez osoby wykonujące zawód medyczny przy użyciu technologii informacyjno-komunikacyjnych. Ich celem jest umożliwienie przekazania ważnych informacji służących diagnostyce, leczeniu, zapobieganiu schorzeń, a także wykonywaniu badań i ocenianiu ich wyników oraz wymianie wiedzy medycznej dla celów poprawy zdrowia osób będących pod opieką medyczną (WHO Telemedicine. Opportunities and development in Member States. Report on the 2nd global survey on eHealth, 2010).


    Udzielanie świadczenia zdrowotnego poprzez narzędzie umożliwiające przeprowadzenie takiej czynności na odległość, powinno wiązać się ze zwiększeniem naszej czujności i uwagi. Brak fizycznego kontaktu z pacjentem nie zwalnia lekarza z odpowiedzialności zawodowej, cywilnej czy karnej. Standard należytej staranności w telemedycynie jest analogiczny do tego, który obowiązuje podczas stacjonarnej wizyty pacjenta (vide: art. 4 ustawy z 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz art. 8 ustawy z 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta).
    Sąd nie uwzględni argumentu: „nie widziałem pacjenta, więc mogłem się pomylić”. Jeśli technologia uniemożliwia rzetelną ocenę, lekarz ma obowiązek skierować pacjenta na wizytę osobistą.

    W przypadku udzielania świadczenia zdrowotnego w formie teleporady, lekarz musi dokonać selekcji przypadków, które nadają się do leczenia na odległość. Standard dołożenia należytej staranności wymaga, aby lekarz każdorazowo ocenił, czy stan pacjenta pozwala na diagnostykę zdalną czy konieczna jest osobista wizyta pacjenta w gabinecie lekarskim.

    Anonimowość w sieci nie sprzyja bezpieczeństwu – także prawnemu – udzielania porady medycznej w formie zdalnej. Standard należytej staranności obejmuje pewność (lub co najmniej: prawdopodobieństwo graniczące z pewnością), że udzielamy porady osobie uprawnionej. Wobec powyższego, weryfikacja tożsamości pacjenta nabiera tutaj szczególnego znaczenia.
    Realia udzielania porad lekarskich na odległość wymuszają przyłożenie ponadstandardowej uwagi do prowadzonego wywiadu medycznego. Wywiad taki powinien charakteryzować się dużą dozą szczegółowości. Skoro lekarz nie może przeprowadzić badania palpacyjnego czy osłuchowego, musi „widzieć uszami”. Standard staranności wymaga zadawania pytań wykluczających tzw. „czerwone flagi” (przykładowa lista pytań – znajduje się w dalszej części tekstu). Brak odnotowania w dokumentacji zadania kluczowych pytań jest częstą przyczyną późniejszych problemów prawnych.

    W kontekście teleporady dokumentacja medyczna nabiera szczególnej wagi (zwykle nie ma świadków takiej wizyty). Dokumentacja powinna odnotowywać nie tylko kwestie medyczne, ale też np. odzwierciedlać przebieg samego połączenia (np. „pacjent brzmiał wydolnie”, „jakość połączenia wideo dobra”) oraz zawierać informację o pouczeniu pacjenta o konieczności zgłoszenia się do placówki medycznej w razie pogorszenia stanu zdrowia.

    Telewizyta może odbywać się za pośrednictwem telefonu, smartfona, komputera lub innego urządzenia z dostępem do internetu. Lekarz może wykorzystywać również chat online. Ważne jednak, by zwrócić uwagę na jakość zabezpieczenia kanałów tej komunikacji. Wybór komunikatora, za pomocą którego lekarz łączy się z pacjentem, nie może być przypadkowy – w szczególności w kontekście bezpieczeństwa przekazywanych danych.
    Oprogramowanie służące do przeprowadzenia rozmowy głosowej, videorozmowy lub chatu powinno mieć stosowne zabezpieczenia. Należy zapewnić bezpieczeństwo przekazywanej dokumentacji i informacji o stanie zdrowia – tak samo jak przypadku tradycyjnych wizyt.


     W praktyce medycznej – także w kontekście teleporady – dochowanie wymogu dołożenia należytej staranności oznacza: • obowiązek działania zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, • przeprowadzenie adekwatnego do zgłaszanych objawów – wywiadu, • udzielenie pacjentowi wyczerpujących informacji o stanie zdrowia, rozpoznaniu, możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych oraz przewidywanych następstwach ich zastosowania lub zaniechania, • prowadzenie rzetelnej dokumentacji medycznej, • poświęcenie pacjentowi niezbędnego czasu, nawet jeśli świadczenie odbywa się na odległość.
    W orzecznictwie i doktrynie podkreśla się, że od lekarza wymaga się staranności wyższej niż przeciętna, z uwagi na przedmiot zabiegów dotyczących zdrowia i życia człowieka oraz potencjalnie nieodwracalne skutki błędów.

    W przypadku teleporady lekarz powinien: • zebrać szczegółowy wywiad, • ocenić czy możliwe jest postawienie rozpoznania i udzielenie pomocy na odległość, • w razie wątpliwości lub ryzyka – skierować pacjenta na wizytę osobistą, • udokumentować przebieg teleporady i podjęte decyzje.

    Pamiętajmy! Należyta staranność nie oznacza gwarancji osiągnięcia określonego rezultatu zdrowotnego, lecz wymaga działania zgodnie z aktualnymi standardami wiedzy i praktyki medycznej oraz z uwzględnieniem wszystkich dostępnych informacji i możliwości technicznych.
    Należyta staranność lekarza przy teleporadzie to działanie zgodne z wysokimi standardami zawodowymi, aktualną wiedzą medyczną, rzetelne dokumentowanie i właściwa ocena sytuacji pacjenta, z uwzględnieniem ograniczeń wynikających z formy świadczenia na odległość.

    Podsumowując, pamiętajmy, że teleporada nie jest „uproszczoną” formą leczenia, lecz pełnoprawnym świadczeniem zdrowotnym podlegającym tym samym – jak leczenie stacjonarne – rygorom jakościowym. Należyta staranność w telemedycynie to nie tylko poprawność diagnozy, ale przede wszystkim ocena czy dany przypadek w ogóle kwalifikuje się do rozstrzygnięcia zdalnego. W omawianym aspekcie istotne znaczenia mają:
    • kryteria obiektywne: lekarz powinien postępować zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i dostępnymi metodami technologicznymi,
• ograniczenia techniczne: jeśli jakość połączenia lub brak możliwości badania fizykalnego uniemożliwia postawienie pewnej diagnozy, należyta staranność nakazuje przerwanie teleporady i skierowanie pacjenta na wizytę stacjonarną.
    Teleporada jeszcze dekadę temu traktowana jako futurystyczna ciekawostka, dziś stała się powszechnym narzędziem nowoczesnego systemu ochrony zdrowia. To bez wątpienia triumf technologii. Z perspektywy pacjenta otrzymaliśmy „medycynę na żądanie”: koniec z wielogodzinnym oczekiwaniem w dusznych poczekalniach. Nastąpiło skrócenie dystansu dla osób z obszarów wykluczonych komunikacyjnie. Dla społeczeństwa żyjącego w biegu, telemedycyna to obietnica odzyskanego czasu.
    Jednak ten medal ma drugą, znacznie bardziej wymagającą stronę, która spoczywa na barkach lekarza. Postęp technologiczny, ułatwiając życie pacjentowi, podniósł poprzeczkę zawodową medykom. W gabinecie lekarz dysponuje pełnym wachlarzem zmysłów – widzi gesty pacjenta, czuje zapach infekcji, słyszy ton oddechu, a przede wszystkim może przeprowadzić badanie palpacyjne. W świecie cyfrowym zostaje „odcięty” od większości tych bodźców.
    Lekarz przed monitorem staje się kimś na kształt detektywa, który z rwanego przekazu audio-wideo i subiektywnych opisów pacjenta musi wyłuskać to, co kluczowe.
    Postęp technologiczny dał nam szybkość, ale to etyka i uwaga lekarza muszą pilnować, aby nie odbyło się to kosztem bezpieczeństwa pacjenta.

    Poniżej przykładowa lista 5 kluczowych pytań (i działań), które stanowią „prawny bezpiecznik” podczas teleporady. Ich zadanie jest proste: udowodnić w razie kontroli lub procesu, że lekarz aktywnie szukał zagrożeń i nie zbagatelizował stanu pacjenta.

    1. „Czy znajduje się Pan/Pani w stanie nagłym lub czy czuje Pan/Pani, że życie jest zagrożone?”

    Dlaczego to ważne? To tzw. triaż telefoniczny. Jeśli pacjent potwierdzi, standard staranności nakazuje natychmiastowe przerwanie porady i wezwanie ZRM.

    Wpis do dokumentacji:„Wykluczono stan bezpośredniego zagrożenia życia na podstawie deklaracji pacjenta i oceny kontaktu słownego”.

    2. „Jakie są Pana/Pani parametry życiowe (tętno, ciśnienie, temperatura, saturacja)?”

    Dlaczego to ważne?Standard staranności wymaga zebrania danych obiektywnych. Nawet jeśli pacjent mierzy je domowym sprzętem, lekarz powinien o nie zapytać.

    Wpis do dokumentacji:Odnotuj konkretne wartości. Jeśli pacjent nie ma ciśnieniomierza, zapisz: „Brak możliwości domowego pomiaru RR – zalecono kontrolę stacjonarną w razie niepokojących objawów”.

    3. „Czy występują u Pana/Pani następujące objawy: [lista 'czerwonych flag']?”

    Dlaczego to ważne:Lekarz musi dowieść, że przeprowadził diagnostykę różnicową.

    Wpis do dokumentacji:„Wykluczono objawy alarmowe (red flags) takie jak: ...”. To najsilniejszy dowód na należytą staranność.

    4. „Czy posiada Pan/Pani dokumentację medyczną potwierdzającą dotychczasowe leczenie?”

    Dlaczego to ważne?Szczególnie istotne przy kontynuacji leczenia. Opieranie się wyłącznie na słowie pacjenta przy lekach silnie działających może zostać uznane za błąd w kontekście dochowania należytej staranności.

    Wpis do dokumentacji:„Weryfikacja historii leczenia na podstawie IKP (Internetowe Konto Pacjenta) lub skanów dokumentacji dostarczonych przez pacjenta”.

    5. „Czy zrozumiał Pan/Pani plan leczenia i wie, kiedy udać się do szpitala?”

    Dlaczego to ważne?To tzw. safety netting (siatka bezpieczeństwa). Lekarz odpowiada nie tylko za diagnozę, ale i za jasne instrukcje, co robić, gdy leczenie zdalne nie zadziała.

    Wpis do dokumentacji:„Pacjent pouczony o konieczności niezwłocznego kontaktu z SOR w przypadku wystąpienia [konkretny objaw]” i pogorszenia samopoczucia.



    Od ponad pół wieku jest Pan związany z toruńskim szpitalem wojewódzkim, z medycyną od połowy lat 60. Pamięta Pan początki?

    Przygodę z medycyną zacząłem w 1965 roku. Nie dostałem się za pierwszym razem na studia, dlatego na początku pracowałem w Powiatowej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Obornikach Wielkopolskich. Jeździłem w karetce. Dostałem się rok później, kończąc medycynę w 1971 roku. Na początku krótko pracowałem w Przychodni Obwodowej w Trzciance. Moja małżonka wówczas kończyła Wydział Lekarski i podjęliśmy decyzję o przeniesieniu do Torunia. Jestem tu od 1972 roku.

    Rozumiem, że zainteresowanie chirurgią stomatologiczną zaczęło się wraz z przeprowadzką do Torunia?

    Przyjechałem do Torunia, ponieważ zostałem zatrudniony w Studium Stomatologicznym przy ul. Przedzamcze na toruńskiej Starówce. Gdy zaczynałem ośrodek był w trakcie tworzenia. Równocześnie przy Szpitalu Miejskim nr 2 na Bielanach istniała już Poradnia Chirurgii Szczękowej, prowadzona przez doktora Ryszarda Kępińskiego. Dla pacjentów szpitalnych istniały wydzielone łózka na Oddziale Chirurgii. Dołączyłem do tego zespołu. Szefem Oddziału Chirurgii był wówczas pan docent Waldemar Jędrzejczyk, a dyrektorem szpitala dr Mirosław Pruss. Najistotniejsze wydarzenia związane z Oddziałem Chirurgii Szczękowej zawiera Kronika Oddziału, którą od początku prowadzę. Zaraz pokażę…
    Doktor Jakubiak przynosi dużą księgę…
    Proszę zobaczyć – „Klinika Chirurgii Szczękowej powstała na bazie Poradni Chirurgii Szczękowej Szpitala Miejskiego nr 2, którego kierownikiem był dr Ryszard Kępiński, a w Poradni wspomagano leczenie na Oddziale Chirurgii Ogólnej. Oficjalną działalność Klinika rozpoczęła 16 czerwca 1975 r., kiedy to Oddziału Chirurgii Ogólnej wydzielono 20 łóżek i podjęto stacjonarne dyżury lekarskie.”
    Było to nieco oszukane, bo stacjonarne dyżury weszły z powodu zgonu młodego pacjenta. Pierwszy zgon pacjenta się pamięta… To było dziecko z czyrakiem na twarzy. Pamiętam jego imię, nazwisko, wiek, pamiętam rozpoznanie. Pomimo intensywnej antybiotykoterapii doszło do sepsy. Sekcja wykazała, że wszystkie narządy miąższowe były zajęte. Było to tuż przed Wielkanocą. Trudno powiedzieć, czy stacjonarne dyżury zmieniłyby sytuację…

    Jakie były początki Kliniki?

    Początkowo był to mieszany zespół. Na Oddziale Klinicznym pracowałem z doktorem Kalikstem Stefańskim, natomiast pracę Oddziału wspomagała Poradnia z dwuosobowym zespołem – doktorem Ryszardem Kępińskim i Włodzimierzem Puwalskim, z którym nadal współpracujemy. Dołączyła do nas dr Ewa Chrzanowska, dr Daria Dorenda, dr Teresa Chudańska i dr Krystyna Taterek, dzisiaj Chrupczak, która w toruńskiej Izbie Lekarskiej od lat działa na rzecz środowiska lekarskiego.
    Na bazie Szpitala i Studium Stomatologicznego CMKP w 1972 r. utworzono Klinikę Chirurgii Szczękowej. 30 września 1984 r. był ostatnim dniem pracy Kliniki, która została rozwiązana i w jej miejsce powstał Oddział Kliniczny Chirurgii Szczękowo-Twarzowej na którym pełniłem obowiązki ordynatora, a w wyniku konkursu nim zostałem i jestem do dziś.
    Jakby nie patrzeć to już 42 lata.
    W pewnym sensie jestem taką chodzącą kroniką. Zaczynałem w czasach, gdy szpitalem zarządzał pierwszy dyrektor dr Mirosław Pruss, potem był dr Lech Krajewski, kolejno dr n. med. Stefan Janicki, dr n med. Wojciech Dziewulski, około trzy miesiące dyrektorem był dr Tadeusz Szmańda, potem był dr n. med. Jerzy Jakubiak, potem pojawił się pan Andrzej Wiśnicki i aktualnie dyrektor dr Sylwia Sobczak. Byłem dyrektorem w okresie przełomu, gdy jeszcze była PZPR. To o czym teraz mówię to są zupełnie inne światy, inne czasy, inni ludzie. Gdybym miał porównywać, to zazdroszczę dziś młodym ludziom. Ich wiedza jest niesamowita i mówię to z uznaniem.

    Pracował Pan w szpitalu od lat 70., jakie zmiany w toruńskiej chirurgii stomatologicznej okazały się najważniejsze z tej perspektywy?

    Pierwszą było wydzielenie z Chirurgii Ogólnej, odrębnego Oddziału za czasów dr. n. med. Kaliksta Stefańskiego. Drugi moment nastąpił w 1984 roku, kiedy ulega likwidacji koncepcja kształcenia w ramach Studium Stomatologicznego w Toruniu i powstaje Samodzielne Wojewódzkie Centrum Stomatologii przy ul. Przedzamcze, którego szefem zostaje dr Kazimierz Bryndal, dla mnie człowiek legenda, którego zawsze darzyłem ogromnym szacunkiem. Była to nietuzinkowa postać.
    Usamodzielnione Centrum miało dobre i trudne momenty. W 1992 r. przestaję być dyrektorem Szpitala i zaczynam pracować na Oddziale. W 2009 r. przychodzi do mnie dr Bryndal z propozycją objęcia kierownictwa tej jednostki. Sytuacja jest taka, że Centrum jest na Przedzamczu, Oddział w szpitalu na Bielanach. Miałem koncepcję, aby toruńska stomatologia była skoncentrowana i działała w oparciu o Szpital, co też nie do końca się udało. Chirurgia szczękowa jest takim pomostem między medycyną, a stomatologią. My jako specjaliści musimy mieć szeroką wiedzę medyczną – okulistyczną, laryngologiczną. Nasze przypadki wychodzą poza wiedzę stomatologiczną. Warunki lokalowe jak i lokalizacja Centrum przy Przedzamczu pozostawiały wiele do życzenia i wtedy pojawia się propozycja, aby zająć skrzydło szpitala przy ul. Konstytucji 3 Maja. Tak też powstało Regionalne Centrum Stomatologii, uroczyście otwarte 12 października 2011 roku.

    Ma Pan poczucie, że marzenia i plany ziściły się?

    Moja wizja polegała na tym, aby pacjent Centrum i na Oddziale, niezależnie od wieku, był zaopatrzony stomatologicznie od „A” do „Z”. Uważam, że to się udało. Z wyjątkiem periodontologii prezentujemy pełen profil usług. Mamy stomatologię zachowawczą, chirurgię, protetykę, ortodoncję, chirurgię szczękową, mamy endodoncję, stomatologię dziecięcą, i coś co uważam, że było bardzo ważne, a czego u nas nie było – Poradnię Osób Specjalnej Troski dla pacjentów – dzieci jak i dorosłych z różnymi schorzeniami ogólnymi m.in. umysłowymi, z epilepsjami, rzadkimi zespołami chorobowymi. Oferujemy takim pacjentom zabiegi w znieczuleniu ogólnym, a do tego potrzebni są anestezjolodzy i tu mam wsparcie dyrekcji i poprzedniej i obecnej zarówno ze strony naczelnego lekarza, profesora Marka Jackowskiego, jak również dyrektor dr Sylwii Sobczak. Uważam, że mamy do siebie duże zaufanie. Jako były dyrektor znam zasady, wiem, gdzie jest moje miejsce w szeregu.
    Jednocześnie w RCS cały czas rozwijamy się. Gdy zaczynaliśmy mieliśmy 14 lekarzy oraz zespół na Oddziale, dla porównania w Centrum jest dzisiaj ponad 50 stomatologów, w tym 17 rezydentów, 10 stażystów, a przez ten okres od 2011 roku kształcenie specjalizacyjne skończyły 54 osoby. Z tej grupy udało mi się zatrudnić w szpitalu osoby, które moim zdaniem są rewelacyjne. W styczniu tego roku rozpoczęła pracę koleżanka, która skończyła specjalizację na protetyce i następnego dnia podjęła u mnie pracę. Cieszę się bardzo. Pani doktor jest przykładem osoby, która jest bardzo lubiana i ceniona zarówno przez pacjentów jak i Zespół.

    Jak prezentuje się Centrum od strony wyposażenia, jakim sprzętem Państwo dysponujecie?

    Na wyposażeniu RCS mamy 22 unity w tym np. dla kobiet w ciąży. Średnio, jeden unit to koszt około 200 tys. złotych, a więc mówimy o inwestycjach opiewających na miliony złotych, których nie byłoby bez przychylności dyrekcji szpitala.
    Potencjał i wyposażenie są oczywiście kluczowe, jednakże ważny jest też płatnik, czyli kontrakty z NFZ, jak wygląda ta część rzeczywistości?
    Jeśli chodzi o liczby pacjentów, to w Centrum w poradniach średnio przyjmujemy dziennie 160–170 pacjentów. Problemem są oczywiście limity, które generują kolejki pacjentów. Pierwszorazowi pacjenci czekają po kilka lat na wizytę, w ortodoncji dziecięcej nawet kilkanaście lat. Najkrócej oczywiście czekają pacjenci na Oddziale. W tej chwili zapisy na planowe zabiegi są na sierpień. Urazy są oczywiście zaopatrywane od ręki.

    Jakie przypadki zaopatruje Zespół na Oddziale?

    Zakres jest bardzo szeroki – urazy w tym złamania w obrębie twarzoczaszki, operacja dna oczodołu. Pod względem chirurgii urazowej nie mamy kompleksów, załatwiamy wszystko. Oczywiście zajmujemy się stanami zapalnymi – ropniami i ropowicami, leczymy choroby ślinianek, choroby zatok szczękowych, wady zgryzu, nieprawidłowości zębowe w tym zęby zatrzymane tzw. nadliczbowe, których w ramach NFZ w Toruniu nikt nie leczy.

    Częścią naszej pracy są oczywiście pilne przypadki – te z ostatniego miesiąca (stycznia przyp. red.) dotyczą m.in. powypadkowego zespolenie żuchwy, interwencji chirurgicznej związanej z zapaleniem zatoki – przyczyną zapalenia były zmiany zębopochodne, w tym wypadku był to implant. Mieliśmy małego pacjenta z trzema zębami dodatkowymi zatrzymanymi w żuchwie, zabieg był wykonywany w znieczuleniu ogólnym. Dużo więcej zabiegów wykonujemy w znieczuleniu miejscowym – np. ekstrakcja zęba ósmego, zatrzymanego, zęby głęboko położone, wymagające dojścia poniżej kanałów. W Zespole uzupełniamy się, każdy wnosi swoje doświadczenie i wiedzę. Działamy jak dobrze naoliwiony mechanizm. W ramach Szpitala konsultujemy też pacjentów innych oddziałów – kardiologii, laryngologii, hematologii. W ramach przygotowania do dalszych etapów leczenia pacjenta diagnozuje się pod kątem ognisk zakażenia. 80–90 procent takich ognisk znajduje się w jamie ustnej. Przy tej okazji załatwia się zaniedbane przez lata tematy – w ostatnim czasie mieliśmy pacjenta, u którego wykonaliśmy sanację siedmiu zębów. Nasze możliwości są znacznie większe niż koszyk świadczeń oferowanych w ramach NFZ, dlatego świadczenia spoza koszyka wykonujemy odpłatnie – komercyjnie – m.in. korony porcelanowe, protezy szkieletowe.

    Czy są schorzenia, w leczeniu których specjalizujecie się jako Oddział i Centrum?

    Na nasz Oddział kierowane są z całego regionu i województwa dzieci poniżej 16. roku życia. W zajmowaniu się młodszymi pacjentami pomaga nam na pewno fakt, że działamy w tej samej lokalizacji co oddziały dziecięce i kluczowy dla nas OIOM dziecięcy. Warto dodać, że tylko ośrodek w Olsztynie posiada w swojej strukturze Oddział Chirurgii Szczękowo-Twarzowej dla Dzieci i Młodzieży do 18. roku życia zajmujący się najbardziej skomplikowanymi przypadkami. Wszystkie pozostałe ośrodki w kraju łącznie z klinikami prowadzą oddziały mieszane, zarówno dla dorosłych jak i dzieci.

    Wspomniał Pan o leczeniu po zabiegu implantologicznym. Ile pracy dokłada Państwu rozpowszechniona obecnie turecka turystyka stomatologiczna?

    Nie chcę urażać kolegów chirurgów i stomatologów z Turcji. W interesie lekarza, który zarabia na tego typu zabiegach nie jest szkodzenie pacjentowi. Każdy zabieg czy to z powodów medycznych, kosmetycznych czy estetycznych niesie ze sobą ryzyko powikłań. My nie widzimy, żeby było ich dużo. Zarówno mój Zespół jak i ja jesteśmy od tego, żeby pomagać, bez względu na przyczynę złego stanu zdrowia.

    W tym roku mija dokładnie 15 lat istnienia Regionalnego Centrum Stomatologii, czego Państwu życzyć z tej okazji?

    Powiem krótko – żeby było tak jak jest. Jesteśmy jedną z większych tego typu jednostek w kraju. Dysponujemy bardzo dobrym zapleczem sprzętowym, mamy doświadczony, mocny i w miarę stały zespół lekarzy z potencjałem przyjęcia znacznie większej liczby pacjentów niż odbywa się to obecnie. Blokują nas oczywiście limity NFZ, ale to już zupełnie inna historia.

    Proszę opowiedzieć o kolejnym wpisie w Pańskiej kronice?

    Zbliżam się już powoli do końca moich zapisków. Proszę, tu umieściłem niedawną skargę pacjentki. Zapisywała się na badania i nie przychodziła. Jest także moja odpowiedź. Tak więc nie tylko same dobre rzeczy znajdują się w kronice. Mamy też oddziałową księgę skarg i wniosków, w której można przeczytać „proszę wpłynąć na kolegów z sali, żeby nie rzucali we mnie kotletami schabowymi” (śmiech). W tym zawodzie potrzeba dużego dystansu. Ja obiecałem sobie, że nie dorobię się zawału, a na Oddziale chcę, żeby wszystko było poukładane. Stworzyłem coś co będzie działało, niezależnie od tego co będzie ze mną. I mnie to cieszy.

    Powiedział Pan niezależnie od tego co będzie ze mną, myśli Pan o odpoczynku?

    Tak, nawet podałem datę Pani dyrektor. 30 września 2027 roku zamierzam przejść na emeryturę.

    Jak Pan się z tym czuje?

    Bardzo dobrze, czas odpocząć. Są pewne rzeczy, które mnie do tego skłoniły, jednak jest to tylko moja decyzja.

    Ma Pan już jakieś plany na ten wolny czas?

    Trudno powiedzieć. Mam niedużą działkę obok domu, jest przy niej dużo pracy. Od wielu lat mam specyficzne hobby – spinninguję. Żona śmieje się, że jadę na ryby, a nie po ryby. Będę miał co robić.

     Rozmawiała:




    Szanowni Państwo!

    Chcielibyśmy powrócić do miłego zwyczaju informowania naszej społeczności lekarskiej o uzyskiwaniu przez członków naszego samorządu tytułów specjalistów oraz stopni naukowych.
    Z największą przyjemnością dzielimy się wieściami o Państwa indywidualnych sukcesach z całym środowiskiem lekarskim. W związku z powyższym, serdecznie zachęcamy do aktualizowania informacji w siedzibie Izby za pomocą przesyłanych skanów dyplomów lub osobiście.





    Uwielbiałam słuchać doktor Ali mającej w sobie, mimo dojrzałego wieku, tyle optymizmu i energii, że mogłaby nimi obdzielić kilkoro znudzonych adolescentów, szukających sensu życia w wirtualnym świecie. I rzeczywiście robiła to chętnie, gdyż miłość do ludzi to autentyczne motto przewodnie jej całego życia. Wiele lat pracowała z dziećmi chorymi psychicznie jako lekarz neuropsychiatra w Toruniu i Świeciu, pomagała również małym pacjentom z hospicjum ,,Nadzieja” w Toruniu, wielokrotnie wspomagała swoją radą i pomocą potrzebujących, a pogodą ducha potrafiła zarazić każdego rozmówcę.
    Kiedyś opowiedziała mi o pewnym szczególnym dniu podczas swoich studiów, w którym zdawała egzamin z pediatrii, a w zasadzie nie tylko z pediatrii...
    Dzień ten był pochmurny, dżdżysty, nie zachęcał do wstania, więc wyłączywszy budzik Ala jeszcze na chwilę zamknęła oczy i wysunęła stopy spod kołdry. Poczuła chłód, więc wsunęła je z powrotem… Tym sposobem obudziła się kwadrans później, zmniejszając istotnie szansę na punktualne przybycie do kliniki pediatrii. Kobieta jednak jak chce, to potrafi. Zimna woda na twarz, dwa ruchy grzebieniem, płukanie ust wodą z pastą do zębów, kilka łyków kompotu wiśniowego od babci Zenobii i już! Całe szczęście, że torbę z fartuchem, słuchawkami i klapkami przygotowała sobie poprzedniego wieczoru, więc jest nadzieja, że zdąży! Beata, współlokatorka Ali i studentka filologii polskiej, podniosła głowę z poduszki i robiąc grymas mający być pokrzepiającym uśmiechem przewróciła się na drugi bok, szczelnie owijając kołdrą. Ala lubiła Beatę, pomagały sobie w codziennych obowiązkach, chodziły też razem na tzw. babskie zakupy lub do kina. Ostatni wypad był szczególnie udany. Kupiły sobie okazyjnie piękne torby, miały dużo szczęścia, dwie ostatnie sztuki… Alina narzuciła pospiesznie płaszcz, chwyciła torbę i już była na przystanku tramwajowym. Szybko, szybko… – myślała – wbiegając do budynku kliniki. Tego dnia egzamin z pediatrii miało zdawać pięcioro nieszczęśników, więc kiedy Ala otworzyła w szatni torbę i… wyjęła z niej nagle zesztywniałą dłonią tomik poezji Witkacego. Czworo par oczu a właściwie pięcioro, bo jeszcze oczy pani szatniarki spojrzało na nią z pewnym zdziwieniem. Alina zbladła, odruchowo usiadła na ławce pod ścianą. Patrzyła na książkę trzymaną w dłoni, ponownie zajrzała do torby jakby wbrew oczywistym faktom mogła tam znaleźć swój fartuch czy słuchawki… Tak, to była torba Beaty. Fatalna pomyłka… Przecież kupiły sobie takie same i radośnie uczciły to kieliszkiem słodkiego wina. Miały takie same torby od kilku tygodni, ale jeszcze nie zdarzyła im się pomyłka. Aż do dziś...
     To my idziemy, cóż, fatalna sprawa – stwierdził Bartek nerwowo zapinając guziki fartucha. Ewa i Andrzej patrzyli na Alę ze współczuciem i bezradnością, Paweł zaczął drapać się po głowie wzdychając kilkakrotnie.
    Mogłabyś poprosić o fartuch w gabinecie lekarskim, ale w tej atmosferze to nie będzie dobrze odebrane – szepnęła Ewa i ruszyła za Bartkiem – Według alfabetu wchodzisz dopiero trzecia, więc może jeszcze zdążysz pobiec po fartuch…
    Ala wiedziała: nie było szans. Drugi termin pewny, może pożegnać się ze stypendium naukowym, które byłoby potężnym zastrzykiem w jej skromnym budżecie. Szkoda, mama nadal będzie musiała pracować więcej. Ze łzami w oczach rzuciła torbę na ławkę. Chwila ciszy – galop myśli. Pomysł przyszedł natychmiast: sklep spożywczy obok kliniki! Biegiem! Wyraz twarzy Aliny musiał wzruszyć ekspedientkę, starszą panią o rubensowskich kształtach i ciepłym spojrzeniu. Kobieta przyniosła z zaplecza złożony, czysty fartuch i podała go jej z namaszczeniem. Zaufała Ali, widocznie znała się na ludziach. Opatrzność czuwała. Pani szatniarka pożyczyła Ali słuchawki, pozostawione kilka dni wcześniej w szatni przez roztargnionego studenta, a klapki Beaty – na szczęście – były w torbie obok poezji Witkacego. Udało się. Fartuch i klapki były za duże, ale wystający z kieszeni stetoskop zdecydowanie dodawał powagi zdeterminowanej Ali.
    Część praktyczną egzaminu z mniejszym lub większym bólem zaliczyli wszyscy. Nadszedł czas egzaminu teoretycznego. Profesor – rzetelny wykładowca i wybitny lekarz – był życzliwym egzaminatorem, jednak ocenę bardzo dobrą wystawiał rzadko. Po egzaminie miał zwyczaj spotykać się na chwilę ze studentami, by omówić jego przebieg. Bartek zdawał jako pierwszy. Gdy po kwadransie wyszedł z gabinetu, machnął zamaszyście ręką i udał się w kierunku toalety.
    – I jak było? – Andrzej nie dawał za wygraną krzycząc za oddalającym się Bartkiem. Ten wymownie wzruszył ramionami i zniknął za drzwiami. Ewa zdawała egzamin jako druga. Po wyjściu z egzaminu stwierdziła, że profesor ma wiele osobistego uroku w przeciwieństwie do treści pytań, które zadaje i w związku z tym ostatni kwadrans nie będzie z pewnością należał do jej ulubionych wspomnień. Ala była następna w kolejce... Pokrzepiona tą informacją rozpoczęła swój egzamin. Po wyborze ze stosu karteczek leżących na biurku swojego zestawu pytań, odetchnęła z ulgą. Omawiała zagadnienia w sposób usystematyzowany, czasem tylko zawieszając głos i spoglądając na profesora, który przytakiwał w tych momentach głową, czasem dopowiadał kilka słów. Dobra passa trwała, aż do czasu ostatniego, dodatkowego pytania. Niestety, na temat retinopatii wcześniaczej w tamtej, istotnie odległej nam w czasie chwili, prócz nieśmiało wyszeptanego tłumaczenia łacińsko-polskiego Ala nie była w stanie powiedzieć nic więcej.
    – Przepraszam, panie profesorze, ale widocznie nie doczytałam… – próbowała wypełnić chwilę krępującej ciszy.
    – Nie mogła pani jeszcze na ten temat czytać w naszym piśmiennictwie, to najnowsze francuskie doniesienia, więc należałoby poszerzyć prasówkę, ale miło, że pani próbowała
    – profesor uśmiechnął się, rzucając jej ciepłe spojrzenie, po czym wyjaśnił istotę retinopatii i zakończył egzamin.
    Po wyjściu na korytarz Alina szeptem, możliwie najdokładniej, przekazała słowa profesora kolegom oczekującym na swój egzamin, po czym z ulgą, ale i poczuciem rezygnacji opadła na ławkę. Cóż – pomyślała z zadowoleniem – przynajmniej chłopcom uda się błysnąć francuskimi nowinkami…
    Zaskoczenia, które towarzyszyło jej przy omawianiu przez profesora wyników egzaminu – nigdy nie zapomniała.

    – Szanowni studenci – profesor mówił powoli ,uśmiechając się delikatnie – wszyscy państwo zdaliście dziś egzamin z pediatrii, oceny wpisałem do indeksów. Uznałem, że na szczególne wyróżnienie zasługuje – i tu zawiesił na chwilę głos, wędrując wzrokiem po twarzach słuchaczy – pani doktor Alina, która oprócz wymaganej wiedzy wykazała się bardzo istotną i szczególnie pożądaną u każdego lekarza cechą charakteru – bezinteresowną życzliwością. W naszym zawodzie życzliwość i chęć współpracy są równie niezbędne jak głęboka wiedza. Tylko zbyt często o tym zapominamy, mając na względzie wyłącznie dążenie do własnego sukcesu. Spośród zdających to właśnie doktor Alina podzieliła się z kolegami nowinkami medycznymi z egzaminu, by ci mogli lepiej go zdać. Gratuluję! – profesor podszedł do Ali i podał jej indeks, zatrzymując na chwilę wzrok na jej przepastnym fartuchu i obszernych klapkach.
    – Cóż, świat się zmienia i moda najwyraźniej również – rzekł z uśmiechem, unosząc brwi.

    Tak sobie myślę, że choć od tego pamiętnego dla doktor Ali dnia minęło wiele lat – jego motto jest nadal aktualne. Rozwój medycyny może podążać we właściwym kierunku tylko wtedy, gdy głęboka wiedza będzie poparta poczuciem odpowiedzialności i życzliwością wobec drugiego człowieka.





    W momencie powołania Zespołu ds. inicjatyw i projektów w związku z podniesioną składką członkowską KPOIL bardziej doświadczeni ode mnie samorządowcy mówili, że nie będzie od razu lawiny wniosków o dofinansowania. Nie wierzyłam. Choć widzimy wyraźną tendencję wzrostową, to jeszcze jesteśmy dość daleko od limitu planowanego budżetu w każdym kolejnym roku. Po trzech latach funkcjonowania dofinansowań do szkoleń i szeroko pojętych materiałów szkoleniowych oraz dofinansowania do szczepień myślę, że taki dość kontrowersyjny tytuł, jak powyższy, znacząco nie wpłynie na statystyki tegoroczne. Jednocześnie mam nadzieję, że się mylę. Słyszymy, że największą siłą jest tzw. poczta pantoflowa i dlatego też zachęcamy do informowania o dofinansowaniach wśród znajomych lekarek i lekarzy.
    W roku 2025 łącznie złożonych zostało 101 wniosków, dla porównania w 2024 roku wniosków było 67. Znaczna większość jest rozpatrywana pozytywnie. Pojedyncze przypadki negatywnych decyzji, to wynik braku spełnienia warunków regulaminu. Przykładami są brak faktury imiennej czy certyfikatu. Część wniosków musi być zawieszana do momentu uregulowania zaległych składek.
    Naszym planem na 2026 rok jest dalsze promowanie podwyższania kwalifikacji, kupowania wartościowej, aktualnej literatury medycznej i walki ze stereotypem, że lekarze siebie i swoich dzieci wcale chętnie nie szczepią. Zachęcam do zapoznania się z regulaminami, nie są one nadmiernie rozbudowane, większość z nas spełnia ich warunki i może ubiegać się o dofinansowania.
    Wspieramy udział w szkoleniach stacjonarnych jak i online. Można składać wnioski o książki medyczne, prenumeraty i dostępy do platform szkoleniowych. Pozytywnie rozpatrujemy wnioski o szczepienia zalecane, chociażby przed wyjazdami. Nie są to dofinansowania dla wybranych i nielicznych.
    Wsłuchując się w Państwa sugestie, ułatwiliśmy także dostęp do wniosków i regulaminów na stronie internetowej. Czekamy na górę wniosków w 2026 roku!






     Od pewnego czasu zaobserwować możemy nadejście nowej ery komunikacji medycznej. Powstało zjawisko „medinfluencera”. Lekarze coraz częściej i śmielej wchodzą na Instagrama, TikToka i YouTube itp. w celu budowania własnej marki, edukacji zdrowotnej czy walki z powszechną w internecie dezinformacją. Każda nowa forma aktywności społecznej rodzi specyficzne dla siebie ryzyka. W przypadku lekarskiej aktywności w mediach elektronicznych, można mówić o potencjalnym zderzeniu misji lekarskiej z mechanizmami marketingu cyfrowego. Granica między dozwoloną edukacją a niedozwoloną formą autoreklamy jest cienka i łatwa do przeoczenia


Podążając za Wikipedią: Influencer (ang. influence „wpływ”; łac. influentia ) – w świecie mediów społecznościowych osoba wpływowa, która dzięki swojemu zasięgowi jest w stanie oddziaływać na ludzi, z którymi nawiązuje trwałe relacje. Często tym terminem określa się twórców internetowych o znacznym rozgłosie, którzy posiadają znaczne grono odbiorców. Osoby tego rodzaju bywają wykorzystywane w ramach kampanii marketingowych, ponieważ potrafią umiejętnie wpływać na zachowania internautów.


    Kodeks Etyki Lekarskiej (w wersji obowiązującej od 1 stycznia 2025 roku), przyznał lekarzom większą – niż pod rządami poprzedniej wersji Kodeksu – swobodę w zakresie komunikacji ze społeczeństwem, zwłaszcza w aspekcie autopromocji. Powyższe zmiany wynikały z potrzeby dostosowania norm etycznych do wyzwań współczesności – w szczególności w kontekście rozwoju internetowych kanałów i form komunikacji. Pomimo wprowadzonych zmian w zapisach Kodeksu Etyki, należy pamiętać o rozważnym i odpowiedzialnym podejściu do internetowej aktywności zawodowej. Na postawione w tytule pytanie: „czy lekarz może być influencerem” należy udzielić odpowiedzi twierdzącej, ale z ważnym zastrzeżeniem o konieczności respektowania zasad prawa, etyki oraz profesjonalizmu.

    Analizując powyższe zapisy, można dojść do słusznego wniosku o braku precyzyjnych regulacji, wskazujących na dozwolone treści, które przy autopromocji mogą zostać przez lekarza użyte.
    Jest to zabieg celowy. Jak wynika z treści komentarza do ww. przepisu KEL (autorstwa Komisji Etyki Lekarskiej Naczelnej Rady Lekarskiej), umieszczonego na stronie internetowej Naczelnej Izby Lekarskiej (nil.org.pl):



    Komisja Europejska we wskazówkach dotyczących implementacji dyrektywy 2000/31/WE uznała za niedozwolone określenie zamkniętego katalogu treści, które mogą być zawarte w informacjach handlowych. Nie można zatem zakazać stosowania informacji handlowej w wyżej wskazanym rozumieniu. Należy natomiast sformułować kryteria zapobiegające nadmiernej komercjalizacji przekazywanych przez lekarza informacji tak, by lekarz mógł dochować wierności nakazom etycznym swojego zawodu. Stąd też zawarte w art. 71 ust. 2 KEL postanowienie, że „taka informacja będzie zgodna z zasadami etyki lekarskiej”.


    Należy w tym miejscu przypomnieć o regulacji, zawartej w art. 14 ust. 1 Ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej. Przepis ten wskazuje, że podmiot wykonujący działalność leczniczą (także lekarz prowadzący np. indywidualną praktykę lekarską) podaje do wiadomości publicznej informacje o zakresie i rodzajach udzielanych świadczeń zdrowotnych. Treść i forma tych informacji nie mogą mieć cech reklamy.


     Jak wskazują badania (np. Biostat: „Polak u lekarza II fala badania” – za „rynekzdrowia.pl”) – najważniejszym źródłem informacji na temat zdrowia dla większości Polaków (ponad 87%) jest internet. Źródło to, poza przydatnymi informacjami, zawiera niestety także bardzo duży zasób wiadomości fałszywych, pseudonaukowych, niezweryfikowanych – jednym słowem: szkodliwych, w szczególności dla osób nieposiadających profesjonalnej wiedzy o danym temacie.

     Od pewnego czasu można zaobserwować, że coraz więcej lekarzy różnych specjalizacji jest aktywnych w internecie – najczęściej w różnego rodzaju social mediach i mediach czy portalach internetowych, prowadząc działalność edukacyjną, mającą na celu kształtowanie prozdrowotnej postawy społeczeństwa. To ważna sfera działalności społecznej lekarza. Nowe zapisy Kodeksu Etyki Lekarskiej pozwalają lekarzom, w kontekście aktywności medialnej, „rozwinąć skrzydła” umożliwiając aktywne korzystanie z platform takich jak Instagram, Facebook, LinkedIn czy TikTok, gdzie już nie tylko mogą dzielić się wiedzą medyczną i edukować społeczeństwo, ale też informować o swojej działalności medycznej.


     Działalność influencerska obarczona jest poważnymi ograniczeniami i ryzykiem, którego należy być świadomym. Lekarz musi pamiętać, że jego działalność powinna być zgodna z etyką zawodową. Zapisy Kodeksu Etyki Lekarskiej mogą prowadzić do pytań o rozróżnienie pomiędzy autopromocją (reklamą własnej działalności) a edukacją oraz jak zachować profesjonalizm i standardy etyczne w sieci, jeśli lekarz postanowi zostać także twórcą internetowym.
     Trudno jest precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, gdzie kończy się dozwolona informacja o usługach, a zaczyna się niedozwolona reklama. Tutaj konieczne jest przeanalizowanie konkretnej, specyficznej sytuacji. Uproszczając, można przyjąć, że informacja staje się reklamą wtedy, gdy zawiera elementy perswazyjne, wartościujące lub zachęcające do skorzystania z pomocy konkretnego medyka.



    Pamiętajmy, że lekarz jest nim także w internecie. Powyższe wiąże się z odpowiedzialnością za ewentualne stawiane za pośrednictwem sieci diagnozy.
    Pułapką w tym kontekście jest odpowiadanie na pytania pacjentów w wiadomościach prywatnych (tzw. DM – direct messages). Chęć pomocy często przysłania ryzyko prawne. Należy pamiętać, że:
    
• Nawet krótka odpowiedź typu: „Te objawy mogą wskazywać na zapalenie wyrostka, proszę wziąć lek X i obserwować”, może zostać uznana za udzielenie świadczenia zdrowotnego.
• W świecie cyfrowym brak fizycznego badania i pełnej dokumentacji medycznej nie zwalnia lekarza z odpowiedzialności za ewentualny błąd diagnostyczny lub terapeutyczny.
    Wystrzegajmy się diagnozowania online, w szczególności w oparciu o niepełne dane. W tej sytuacji warto posłużyć się zastrzeżeniem o edukacyjnym charakterze informacji przekazywanych za pośrednictwem kanałów społecznościowych lub informacyjnych w internecie oraz polecić bezpośredni kontakt z lekarzem w celu postawienia diagnozy i podjęcia terapii.
    Odpowiedź na pytanie czy lekarz może być influencerem brzmi: tak, ale pod warunkiem, że priorytetem pozostanie medycyna, a nie marketing. Bycie lekarzem w świecie mediów społecznościowych to nie tylko szansa na budowanie marki osobistej i szerzenie rzetelnej wiedzy, ale przede wszystkim ogromna odpowiedzialność prawna i etyczna.
    W dobie algorytmów i walki o zasięgi, lekarz musi poruszać się po sieci z taką samą precyzją, z jaką chirurg operuje skalpelem. Każdy post, komentarz czy współpraca z marką są oceniane nie tylko przez pacjentów, ale także przez organy odpowiedzialności zawodowej.
    Bycie influencerem w białym fartuchu to misja publiczna. Wykorzystując swoją wiedzę do walki z medycznymi fake newsami, lekarz może realnie poprawić stan zdrowia społeczeństwa. Musi jednak pamiętać, że w sieci, tak samo jak w gabinecie, obowiązuje naczelna zasada: primum non nocere – także w odniesieniu do własnego wizerunku.



    W okresie od 1 września do 11 października 2025 r. w Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izbie Lekarskiej w Toruniu przeprowadzono wybory delegatów na Okręgowy Zjazd Lekarzy X kadencji 2026–2030. Wszyscy członkowie Izby głosowali w sposób wybrany przez siebie tj elektronicznie, korespondencyjnie lub osobiście – podczas SAMORZĄDOWYCH SOBÓT zorganizowanych 11 października br. w siedzibie KPOIL w Toruniu oraz w Delegaturach w Grudziądzu i we Włocławku.
     Łącznie wybrano 106 delegatów, w tym 83 lekarzy oraz 23 lekarzy dentystów. W gronie delegatów znalazło się 43 kobiety i 63 mężczyzn, a 40 osób uzyskało mandat po raz pierwszy. Najmłodszy delegat ma 26 lat, natomiast najstarszy 77 lat, co podkreśla szeroki przekrój pokoleniowy reprezentujący środowisko lekarsko-dentystyczne.

     Frekwencja w poszczególnych rejonach była zróżnicowana: najwyższa wyniosła 51,02% w powiecie rypińskim, natomiast najniższą 21,62% odnotowano w powiecie lipnowskim. W wielu rejonach frekwencja przekroczyła 35%, co świadczy o dużym zaangażowaniu członków Izby w proces wyborczy.

     Niestety, tegoroczne wybory unaoczniły również trudności, z jakimi mierzy się część środowiska. W kilku rejonach zgłosiło się mniej kandydatów, niż przewidywała liczba mandatów, co oznacza, że nie wszystkie miejsca delegackie mogły zostać obsadzone. W jednym z rejonów zabrakło kandydatów całkowicie, wobec czego nie wyłoniono żadnego delegata. To zjawisko, choć przykre, stanowi ważny sygnał i zachęca do refleksji nad potrzebą większej aktywności i zaangażowania w życie samorządu lekarskiego – zwłaszcza dziś, gdy głos każdego członka Izby ma realny wpływ na jej funkcjonowanie i kierunki działania.

     Warto jednak podkreślić, że obok rejonów, w których zabrakło kandydatów, były także miejsca wyróżniające się wyjątkowo wysoką aktywnością wyborczą. W niektórych rejonach zgłosiło się więcej kandydatów, niż przewidywała liczba mandatów. Tak duże zainteresowanie pełnieniem funkcji delegata świadczy o silnym poczuciu odpowiedzialności i gotowości do zaangażowania w życie samorządu lekarskiego. Jest to budujący przykład aktywności środowiska, pokazujący, że w wielu miejscach rośnie potrzeba współdecydowania o kierunkach pracy Izby.

     W listopadzie, już po zakończeniu wszystkich etapów wyborów, odbyły się trzy spotkania powyborcze nowych delegatów z Przewodniczącym Okręgowej Komisji Wyborczej dr. Stanisławem Hapynem. Zorganizowano je kolejno: 14 listopada w Grudziądzu, 20 listopada w Toruniu oraz 27 listopada we Włocławku. Była to okazja do wzajemnego poznania się oraz do omówienia zasad i przepisów regulujących pracę delegata na OZL. Dyskutowano o jego roli w strukturze samorządu, obowiązkach wynikających z mandatu oraz o znaczeniu aktywnego udziału w pracach Izby. Podczas spotkań uroczyście wręczono AKTY NOMINACJI, podkreślając rangę powierzonej funkcji i rozpoczynając oficjalnie nową kadencję delegatów.

    W dużym gronie nowo wybrani delegaci spotkają się po raz pierwszy na najbliższym 44 Okręgowym Sprawozdawczo- Wyborczym Zjeździe Lekarzy. Będzie on kluczowym wydarzeniem 2026 roku, w trakcie którego zostaną wytyczone kierunki działalności Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej w Toruniu na kolejne lata tj. 2026-2030, a wybrani delegaci – zarówno doświadczeni, jak i ci debiutujący – będą mieli realny wpływ na kształt przyszłego funkcjonowania samorządu lekarskiego w naszym regionie.

    Zjazd sprawozdawczo-wyborczy odbędzie się 14 marca 2026 r. (sobota) od godz. 9:00 w Hotelu FILMAR w Toruniu. Podczas tego wydarzenia nowi delegaci X kadencji dokonają wyboru Prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej, Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, a także wybiorą nowe 4-letnie składy wszystkich organów Izby, w tym reprezentantów naszej izby w Naczelnej Izbie Lekarskiej tj. Delegatów na Krajowy Zjazd Lekarzy.